"Dracula"
Światowa kinematografia straciłaby bardzo wiele, gdyby Gary Oldman nie istniał. Trudno sobie wyobrazić, że ktokolwiek inny mógłby zagrać w "Draculi" Francisa Forda Coppoli upiornego księcia Vlada. Ten film można oglądać bez przerwy, wszystko jest w nim doskonałe. Kapitalna muzyka, która wyszła spod ręki Wojciecha Kilara. Świetne zdjęcia. Mroczny klimat wprowadzający widza nie tylko w głąb zamczyska wampira, ale także w zakamarki jego ponurej duszy. Dracula budzi trwogę. Fascynuje i pociąga. Okropny. Czuły. Manipulant. Wiedzie Elisabetę na zatracenie, a scena , kiedy zakrada się do jej łóżka w postaci zielonego dymu sprawia, że ciarki same przechodzą po plecach - choć jednocześnie jest to scena bardzo erotyczna. Oldman to wymarzony Dracula. Jego twarz zawsze ma niepokojący wyraz, zaś spojrzenie przeniknie każdą jedną maskę. To aktor stworzony do wcielania się w postacie z marginesu i on też jest bezapelacyjnie największym plusem filmu. "Dracula" Coppoli zasługuje słusznie na miano arcydzieła.