"Stygmaty"

Tematy kościelne zawsze przyciągały ludzi do kina, więc dlatego Rupert Wainwright nakręcił "Stygmaty". Film przeminął bez większego oddźwięku, bo i temat nieco wyświechtany. Młoda fryzjerka Frankie, ateistka, otrzymuje chrystusowe rany i czekałaby ją niechybna śmierć, gdyby ksiądz Andrew Kiernan nie pośpieszył jej z pomocą. Historia okazuje się oczywiście znacznie bardziej skomplikowana, ale ma jeden ogromny minus - jest strasznie przewidywalna. Element zaskoczenia jest tym, na co widz niecierpliwie czeka, ale tego nie dostaje. To raz. Dwa - konstrukcja psychologiczna bohaterów to najprostszy w świecie schemat pozbawiony jakiejkolwiek głębi. On - kiedyś wierzył, ale teraz sam nie wie czy wierzy. Ona - nie wierzy, ale uwierzy. Tyle tytułem minusów, które jednak - zaznaczam - nie przeszkadzają w oglądaniu "Stygmatów". Plus za zdjęcia i jeszcze jeden za muzykę, ale jak przy ścieżce dźwiękowej majstruje Billy Corgan, niegdyś lider zespołu Smashing Pumpkins, to można się samego dobrego spodziewać.

Nerwica serca - pożyczka hipoteczna - Bramy przemysłowe - CCleaner - Koce - biuro rachunkowe gdańsk - Freeroll - Debt Consolidation - pinless phone card